Rozdział VI

Za którymś tam podejściem wreszcie udało mi się skończyć ten rozdział. Już myślałam, że nie dam rady. Jutro trzeba wstać i jechać na zajęcia ._. Zycie jest takie brutalne ! No ale nic, wystarczy biadolenia. Kowalski, opcje ! pytała mnie na jakim filmie byli nasi bohaterowie. Odpowiadam – na maratonie ;) Trochę tego, trochę tamtego, tak żeby każdy był zadowolony. Poza tym, na blogu mojej psiapsióły Angie pojawił się nowy wpis, więc serdecznie zapraszam KLIK. A teraz notka.

Rozdział VI

Złapałem ją najmocniej, jak tylko potrafiłem. Ona ani drgnęła. Sam zastygłem ze strachu. Trzymałem Olivię w ramionach, czekając aż gruzy budynku zawalą nam się na głowę. Jednak nie poczułem nic poza przyjemnym ciepłem i stojącym w opozycji, piekącym bólem w okolicy łopatek (Olivia o mało co nie powyrywała mi piór). Po dłuższej chwili otworzyłem oczy. Z łomoczącym sercem stwierdziłem, że nie zostałem nawet draśnięty. Nad nami unosiły się kłęby kurzu, utrudniającego widoczność. Powietrze delikatnie drżało, krajobraz był mglisty, jakby rozmazany. Spojrzałem na wystraszoną dziewczynę. Schowała głowę w mojej klatce piersiowej. Osoba stojąca za nami, zauważyłaby jedynie kilka ciemnych kosmyków. Miałem wrażenie, że trzymam małe dziecko.
– Olivia, spokojnie – powiedziałem powoli i wyraźnie,  gładząc jej plecy. Jej puls gwałtownie przyspieszył, a zdezorientowana szatynka nie miała odwagi, żeby wykonać jakikolwiek ruch.
– Już po wszystkim – szepnąłem, a ta uniosła nieco głowę.
– N-Nic panu nie jest ? – zapytała roztrzęsionym głosem, który był całkowicie uzasadniony w obecnej sytuacji. Skinąłem w odpowiedzi, uśmiechając się niepewnie. Olivia przytuliła się jeszcze mocniej i zaczęła głośno łkać.
– Ciii, nic się nie stało, nie płacz – odparłem, poklepując szatynkę. – Pójdziemy poszukać chłopaków, a potem zabiorę cię do zoo – dodałem zaskakująco spokojnie. Pingwinka pociągnęła nosem i pokiwała głową.
Ostrożnie ją podniosłem. Była naprawdę lekka, nawet trochę za bardzo. Zrobiłem kilka pewnych kroków do przodu, kiedy uderzyłem o coś i o mało co nie wylądowałem w wyjściowej pozycji. Zamrugałem kilka razy, jakbym dopiero co wybudził się z głębokiego snu.
– Co jest ? – mruknąłem, zastanawiając się, czy o coś nie zahaczyłem.
– C-co się stało ?  - zapytała Olivia, co było miłą odmianą po dłuższej chwili milczenia.
– Nic… chyba.
– Szefie, ja sama pójdę – powiedziała zażenowana swoim zachowaniem.
– Naturalnie. – Postawiłem dziewczynę na ziemi, a ona schowała się za moimi plecami.
Dotknąłem tego, co brałem za pole siłowe, jednak zdarzenia z ostatniego miesiąca, dawały mi do myślenia. Czy ktoś się na mnie uwziął, chciał się zemścić ?
– Proszę pana ? Co to jest ?
Przejechałem skrzydłem po niewidzialnej kopule, żeby móc określić jego kształt. Był owalny i mniej więcej mojego wzrostu. Nie mogłem zrozumieć, co ze mną się działo, czy ktoś specjalnie zastawiał na mnie pułapki ? A może byłem opętany przez demony ? Cóż, z naukowego punktu widzenia, brzmiało to dość niedorzecznie, jednak sam już nie wiedziałem w co mam wierzyć.
– Olivio, odsuń się – odrzekłem poważnie.
Przejęta dziewczyna wycofała się, patrząc na mnie zmieszanym wzrokiem.
Wziąłem dłuższy rozbieg i z całym impetem uderzyłem o ścianę. Ta nagle zniknęła, a ja wylądowałem na stosie kamieni, desek i innych pozostałości po kamienicy.
– Kapitanie ! – krzyknęła. Dziewczyna podbiegła do mnie i przykucnęła obok. Jęknąłem cicho, przekręcając się na drugi bok.
– Co pan wyprawia ? Chce pan zrobić sobie krzywdę ?
Coś przeskoczyło mi w nodze i bolało jak diabli. Mimo tego wstałem i z kamienną miną pokuśtykałem przed siebie. Co się działo ? Nie było tygodnia, w którym nie miałbym wypadku. Ktoś próbował zrobić mi głupi kawał ? Wytworzenie pola siłowego nie było niczym szczególnym, żółtodziób mógł je stworzyć.
Myślałem, komu mogłem narazić się w przeszłości. W sumie nie miałem żadnego arcywroga. Bulgot ? Parker ? To nie trzymało się kupy.
– Pomogę – oznajmiła zielonooka, biorąc mnie pod  ramię. Pokręciłem głową.
– Ktoś celowo próbuje utrudnić moje życie – powiedziałem. – Ostatnio zaatakowała mnie woda w kranie.
Dziewczyna, nie wiedząc, co zrobić, tylko się uśmiechnęła.
– To zapewne zwykła awaria – pocieszyła mnie sympatyczna szatynka. Lubiłem, gdy była taka miła. Ona jedyna.
– To nie mógł być przypadek, ona, ona ode mnie… uciekała… – Zacisnąłem skrzydła w pięści (o ile było to anatomicznie możliwe). Chwilami miałem wrażenie, że nic z tym nie zdołam zrobić i do końca będę żyć w strachu.
- Co ja mam zrobić ? – Głos mi zadrżał, a w gardle stanęła gula. – Ludzie zaczną brać mnie za psychicznie chorego. - Olivka spojrzała na mnie ze współczuciem.
– Kapitanie, na pewno jest jakieś logiczne wytłumaczenie. Ludzie płaczą krwią, a nauka znajduje na to odpowiedź.
– Szkoda tylko, że ja jej nie znam…
– Możemy iść do biblioteki, tam i tak nie ma kamer. Popatrzymy, poczytamy. Będzie dobrze.
Dlaczego ona jest tak optymistyczna ? Nie rozumiałem ludzi, którzy we wszystkim znajdowali jakieś plusy. To bardzo dziecinne podejście. Jednak czasami było zaraźliwe i dodawało mi otuchy. Tak samo jak teraz.
– Skoro tak mówisz. – Nieco sceptycznie nastawiony postanowiłem spróbować. Po przemyśleniu sprawy, doszedłem do wniosku, że i tak nie mam niczego do stracenia. Co najwyżej zbiję kolejne lustro.

***

Od prawie godziny kręciliśmy się po parku bezskutecznie próbując znaleźć chłopaków. Olivia zaczęła popadać w paranoję, jednak ja wiedziałem, że na otwartej przestrzeni, gdzie znajdowało się zaledwie kilka drzew, wyszkolone pingwiny powinny dać sobie radę
– Maks, ty kretynie, zabiję cię, jeśli coś ci się stało. – Kadetka wycierała zapłakane oczy, gdy ja przeszukiwałem wschodnią część parku. Odetchnąłem z ulgą, gdy w jednej z alejek ujrzałem Svena pomagającego mieszkańcom. Parę metrów dalej, Maks prowadził rodzeństwo szopów praczów, które zapewne zgubiły swoją mamę.
– Olivio, są tutaj – powiedziałem, a ona pobiegła w ich stronę. Przez chwilę wyzywała ich od głupków i kretynów, ale szybko zmiękła i przytuliła młodszego Maksa, który był jak jej mały braciszek.
– Dobrze, że jesteście, ktoś musi pomóc posprzątać bazę, wszystko jest powywracane do góry nogami – powiedziałem, lecz myślami byłem w całkiem innym miejscu.
– Sven i tak przez cały czas się lenił, gdy ja ciężko pracowałem – wymądrzał się Maksymilian, a starszy kolega skarcił go spojrzeniem.
– Sven, zostaniesz tutaj i pomożesz, a reszta wraca ze mną – oznajmiłem chłodno.
– Ale dlaczego ja ? – marudził.
– Bo nie chcemy tu kolejnych szkód.

***

W trójkę zajęliśmy się uporządkowaniem wszystkich pomieszczeń. Wyglądały naprawdę nieciekawie, co najmniej połowa rzeczy nadawała się do wyrzucenia. Na samym końcu zająłem się gabinetem. Zdjęcie, które ze sobą przywiozłem, leżało roztrzaskane na podłodze. Podniosłem je i przypiąłem fotografię na tablicy korkowej.
– Więc to jest twoja drużyna. – W pokoju pojawił się nieproszony gość, którym był Sven.
Westchnąłem, wlepiając oczy w moją byłą drużynę. Dlaczego akurat musiano wybrać mnie, a nie jakiegoś innego pingwina? Mało to takich?
– Tak, to oni – potwierdziłem. – Dam sobie radę sam, nie musisz mi pomagać.
Usłyszałem aroganckie prychnięcie.
– Wcale nie miałem zamiaru ci pomagać – burknął. Nic dziwnego, że nie mogliśmy się dogadać, to zwykły dupek.
– Daj spokój Olivii, nie pozwolę na to, żeby kolejny frajer zniszczył jej życie.
Że co proszę ? Ja i Olivia ? Przecież nawet nie jesteśmy parą. W dodatku on mi chyba groził. Czy to jest karalne ?
– Wybacz, ale nie wiem, o czym ty mówisz. To tylko moja przełożona – oznajmiłem, próbując go ignorować. Podniosłem z podłogi kilka książek i ułożyłem starannie na półce.
– Wy wszyscy tak mówicie. Później to my musimy ją pocieszać – ciągnął dalej, nie spuszczając ze mnie wzroku. Do tej pory sądziłem, że niezbyt interesują go losy drużyny, ale najwyraźniej myliłem się na całej linii.
– Posłuchaj mnie, Sven. Olivia to moja koleżanka, nie podoba mi się, rozumiesz ? A teraz wyjdź, jestem zajęty – rozkazałem, odwracając się do niego plecami.
Pingwin niechętnie wykonał moje polecenie.
– Nie myśl sobie, że ci daruję – oświadczył, łapiąc za klamkę. – Ty kapitanie od siedmiu boleści – powiedział nieco ciszej. Wzrok może i mnie chwilami zawodził, ale słuch miałem doskonały. Rzuciłem się na tego typa, nie zwracając uwagi na zranioną nogę. Przeturlaliśmy się po podłodze, doskakując sobie do gardeł jak wściekłe psy. Nigdy nie byłem, aż tak impulsywny. Gdyby nie Olivia, która usłyszała naszą kłótnię, zapewne doszłoby do drastyczniejszych rękoczynów.
– Co wy robicie ?! – krzyknęła, łapiąc Svena za ramiona. Nic, zero. W ogóle do nas nie docierało. Ola spróbowała ponownie i ponownie. Nikt z nas nie chciał być tym słabszym, który ulegnie.Ta w ostateczności potraktowała nas gazem pieprzowym, co było szybkim i zaskakująco skutecznym sposobem.

***

- Co wam odbiło, żeby tłuc się jak jakieś szczeniaki ? – zganiła mnie, gdy przemywałem pieczącą twarz. W moim oku było widać każdą przekrwioną żyłkę, przez co wyglądałem jak narkoman po przejściach. Dziewczyna obłożyła moją spuchniętą nogę, a ja poczułem się naprawdę głupio. Miała rację, zachowałem się bardzo niedojrzale. Nie tak rozwiązuje się problemy w zespole.
– Przepraszam, poniosło mnie – odpowiedziałem. – Mam nadzieję, że nie będziesz długo się gniewać.
Szatynka westchnęła cicho, robiąc to dokładnie jak moja mama, gdy coś przeskrobałem.
– Nie jestem zła, tylko rozczarowana – mruknęła. – Wie pan, może jutro pójdziemy do biblioteki, nie wygląda pan najlepiej – dodała.
– Nie, czuję się dobrze, wezmę tylko notatnik. – Byłem zmęczony, ale miewałem już gorsze sytuacje od tej.
Dziewczyna skinęła.
- No dobrze, poczekam na pana na zewnątrz.
Kilka minut później byłem już gotowy. Wziąłem ze sobą ukochany clipboard i ruszyłem na spotkanie z Ivią. Dziewczyna stała przy ogrodzeniu. Była ubrana w różową bluzę z kapturem. Pomachała mi.
– To gdzie jest ta biblioteka ? – zapytałem, gdy mijaliśmy główne wejście.
– Po drugiej stronie – wskazała, zajęta poprawianiem swoich misternie zaplecionych włosów. Kobiety, one zawsze musiały się stroić.
Do środka dostaliśmy się bez problemu, takie małe biblioteki jak ta nie były zbyt dobrze zabezpieczone. Uzbrojeni w dwie latarki, spacerowaliśmy pomiędzy regałami.
– Czego dokładnie szukamy ? – Pomimo mojego wybitnego umysłu, nie miałem pojęcia od czego zacząć. Wątpiłem, żeby fizyka czy chemia mogła mi jakoś w tym pomóc.
– Tak właściwie, to myślałam już o jednej pozycji – odpowiedziała, szukając wybranego wcześniej działu. Przeszła wzdłuż alejki, rozglądając się za jakimiś pozycjami, które byłyby adekwatne do jej przypuszczeń. Chwilę później wróciła z obszerną książką. Przeczytałem wyblakły napis na okładce.
– Co to ma być, jakieś science fiction ? – chlapnąłem bez namysłu, a ta zrobiła obrażoną minę.
– Przecież sam pan opowiadał mi o uciekającej wodzie, poza tym to pole siłowe również było podejrzane – dodała, kładąc książkę na stole. – To na pewno był pan, w jaki inny sposób da się to wytłumaczyć ? – tym razem Olivia nie zamierzała zasłaniać się nauką, powiedziała to, co naprawdę miała na myśli.
Dziewczyna kartkowała obszerną lekturę, szukając czegoś pożytecznego.
– Olivio, to niedorzeczne – zaprzeczałem, ale ta brnęła dalej.
– A może to telekineza ? Zdolność poruszania przedmiotami ?
Zaśmiałem się głośno. Cóż za brednie.
– Niech pan przestanie – zdenerwowała się. – Proszę przesunąć ten długopis – poleciła, kładąc przedmiot tuż przede mną. Prawda, działy się ze mną dziwne rzeczy, ale nie aż tak, żeby podciągać je pod jakieś para-brednie. Uniosłem brew, żeby dać jej do zrozumienia, że jej starania nie przyniosą żadnego efektu.
– To bezsensu, poszukajmy czegoś innego – zanegowałem jej teorię, kiedy spoczywający obok mnie długopis sturlał się po stole i uderzył w drewniany parkiet. W tle rozniosło się echo, a ja wpatrywałem się w miejsce, gdzie przed chwilą znajdował się przedmiot.
– Jejku, to takie niesamowite ! – szatynka zaczęła piszczeć, gdy pierwszy szok już minął.
– A-Ale… to zaprzecza wszystkiemu, w co wierzyłem – wymamrotałem, z taką bezsilnością w głosie. Nauko, dlaczego mnie zawiodłaś ?

C.D.N.

5 Komentarze

  1. Jejku, dodałaś :D
    A już myślałam, że uschnę z tęsknoty.
    Rozdzialik jest super, coraz bardziej lubię Olivię. Jest naprawdę urocza.
    Uwielbiam twojego Kowcia, jest taki jak w serialu. I ta jego moc xD
    Normalnie się zakochałam :p
    Sven jest bardzo negatywnie nastawiony do nowego Szefa, ciekawe czy z czasem się dogadają??
    Ledwie przeczytałam nową notkę, a już bym chciała kolejną :p
    Co do błędów…
    Na początki chyba lepiej brzmiałoby „schowała W klatce” nie na.
    Później powinni być, że Sven pomagał mieszkańcOM (liczbaa mnoga, więc ‚om’ ;p).
    Jak opisywałaś reakcję Ivie na odnalezienie Maksa, to chyba zgubiłaś ‚był’. Takie przynajmniej mam wrażenie.
    Więcej zastrzeżeń nie mam.
    Chociaż….
    Proszę, dodaj notkę szybciej niż ostatnim razem :p
    Czekam z utęsknieniem,
    Angie :)

  2. „– Co wam odbiło, żeby tłuc się jak jakieś szczeniaki ?”
    Boskie, siostro…
    Przypuszczenia, że Kowciem kierują jakieś tajemnicze mocje jest po prostu bezcenne.
    Czekam na dalsze i tak jak Angie proszę, aby notka pojawiła się szybciej niż ostatnio.

  3. Dawno mnie tu nie było… xD
    No chyba jakieś 2 – 3 dni… :D
    Miałam skomentować wcześniej, ale tak to jest jak się chodzi do szkoły…
    No to…

    Notka świetna… ;)
    O żesz w dzioba… :D
    Kowalski ma moc…
    No nawet fajnie… :)
    „– Co wam odbiło, żeby tłuc się jak jakieś szczeniaki?” Haha… walnęłam… xD
    Zgadzam się z poprzedniczkami… (y) Kolejną notkę wstaw szybciej…
    No to raczej tyle…

    Pozdrawiam i wenki życzę…
    Nati ;)

  4. Od tej strony Kowalskiego nie znałam :P. Rozwiązanie siłowe ?
    Przy okazji, dlaczego gdy wrócili do bazy, to pokój Kowcia był zdemolowany? Chyba mi to umknęło ;).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.