Rozdział II

Witajcie ! Dziękuję Wam bardzo za komentarze pod ostatnią notką :) Gabi, na pewno zabiorę się za czytanie twojego opowiadanka, a teraz zapraszam na rozdział II.

Rozdział II

Kolejny szablonowy dzień, niczym scenariusz kiepskiego sit-comu. Po akcji ratunkowej (równie przewidywalnej, co pozostała część dnia) zająłem się regularnymi porządkami w laboratorium. Jedynym niespodziewanym urozmaiceniem mojego nieurozmaiconego dnia był promieniejący ból głowy po lewej stronie, najprawdopodobniej migrenowy.
– 18:51, migrena, brak koncentracji – zanotowałem, przykładając do czoła kawałek zamrożonego łososia. Już od dawna nie miewałem ataków, pomyślałem, że najwidoczniej źle znosiłem nagły spadek temperatury. Cóż, mieliśmy już listopad, ani się obejrzymy, a na naszym wybiegu pojawi się pierwszy śnieg.
Kilka minut później skończyłem układać przybory do pisania. Zauważyłem, że dzięki organizacji i odpowiedniemu rozmieszczeniu przedmiotów, moja praca była bardziej efektywna. Wypiłem herbatę z dzikiej róży (świetnie usuwa toksyny z naszego organizmu, zaraz po kakao), po czym kontynuowałem badania nad moim wyjątkowym eliksirem.
– Kowalski, czy możecie pozwolić tu na sekundkę ? – usłyszałem cierpki głos Skippera.
Wychyliłem głowę zza żelaznych drzwi laboratorium. Szef stał kilka kroków dalej, z metalowym durszlakiem na głowie. Spojrzałem na niego nieco zdziwiony.
– Sowieci próbują przejąć kontrolę nad naszymi umysłami za pomocą telewizora – odpowiedział, nerwowo rozglądając się dookoła. Najwyraźniej wskaźnik paranoi osiągnął właśnie poziom krytyczny i był bliski wybuchu.
Zerknąłem w stronę rzekomego telewizora. Ekran był nieco zaśnieżony, z trudem odbierał obraz, nie wspominając już o dźwięku.
– To tylko zwykłe zakłócenia, proszę pana, mamy dzisiaj wyjątkowo niekorzystną pogodę – odparłem, przez cały czas chłodząc obolałe miejsce. – Powinno samo minąć, gdy tylko się przejaśni.
Skipper zlustrował mnie wzrokiem. 

- Zakłócenia, mówicie ? – mruknął, robiąc minę myśliciela. Po chwili znowu skierował wzrok na mnie. – No tak, miną same – zaczął, po czym obezwładnił mnie i przygwoździł do podłogi. – Oddajcie mi mojego żołnierza, wiem, że tam jesteście ! – krzyczał, sądząc, że cała rozmowa jest nagrywana przez podsłuch. Rico i Szeregowy z trudem odciągnęli go ode mnie. Obraz w telewizorze całkowicie zniknął.

***

Każdy z oddziału nosił teraz metalowy durszlak. Szef zdążył się już nieco uspokoić, a każdy z nas przekonywał go, że nie ma wypranego mózgu.
– Proszę, mój specjalny koktajl sardynkowy z nutką miłości na pewno Szefowi zasmakuje – powiedział młody Szeregowy, podając Skipperowi jego ulubiony kubek. Ten na początku stawiał opór, jednak już po jednym łyku poprosił o dolewkę. Ja natomiast skupiłem się na odbiorniku. Wprawdzie wątpiłem w to, żeby był uszkodzony, jednak wiedziałem, że to na pewno uspokoi Szefa. Obraz wrócił do pierwotnego stanu, co ciekawe, moja migrena również dała za wygraną.
– Wygląda na to, że wszystko jest w porządku – odparłem, przykręcając tylnią obudowę. – To tylko drobne niedogodności pogodowe.
Sięgnąłem po śrubokręt, jednak w miejscu, na którym jeszcze przed chwilą leżał, napotkałem pustkę. Wstałem i poszedłem w jego kierunku. Leżał kilka metrów dalej, tuż pod drzwiami od łazienki. Gdy schyliłem się, żeby go podnieść, poczułem dziwne mrowienie w jednym ze skrzydeł, jakby przez moją skórę przeszedł prąd o bardzo małym natężeniu.
– Dziwne – mruknąłem, łapiąc za śrubokręt. Nagle fala gorąca otuliła moje ciało, tępy ból głowy powrócił, a żołądek związał się w supeł. Serce zaczęło bić szybciej.
– Kowalski, czy wszystko w porządku ? – usłyszałem troskliwy głos młodzika.
Z trudem odwróciłem głowę, uśmiechając się lekko, jakby na znak, że ze mną wszystko dobrze.
Nie mogłem mówić, całe moje ciało zdawało się być takie ciężkie, każdy ruch wymagał ode mnie ogromnego wysiłku. Szeregowy podbiegł bliżej.
– Szefie, coś złego dzieje się z Kowalskim – powiedział, niepewnie dotykając mojego ramienia. Zrobiło mi się niedobrze, świat zawirował mi przed oczami. Zemdlałem.

***

– Kowalski, obudźcie się, żołnierzu !
Uśmiechnąłem się lekko. Skipper krzyczał tym samym tonem przy każdej pobudce. Musiał już dochodzić do siebie. Otworzyłem oczy, będąc gotowym na poranny trening i kilka zaległych misji, lecz zamiast apodyktycznego pingwina z megafonem w skrzydle, ujrzałem trójkę najlepszych przyjaciół stojących nade mną.
– Co wy robicie ? – zapytałem wyraźnie wytrącony z równowagi. Lewym skrzydłem przetarłem oczy i podniosłem się z podłogi. – To jakieś ćwiczenia, Szefie ?
Czarno-białe trio wyraźnie odetchnęło z ulgą.

- Och, Kowalski, już myśleliśmy, że coś ci się stało – pisnął młody Szeregowy z troską. – Jak się czujesz ? – zapytał.
Zmarszczyłem brwi. Naprawiałem telewizor, a potem musiałem uciąć sobie krótką drzemkę. O co ta cała afera ?
– Dobrze ? – odpowiedziałem równie pytająco.
Sam już nie wiedziałem, czy to jakiś rodzaj żartu, bynajmniej sytuacja ta była nieco krępująca. Zrobiłem kilka kroków w tył, patrząc na zatroskane twarze moich kolegów.
– Pójdę do łazienki – oznajmiłem, po czym udałem się w przeciwną stronę.
Co ich opętało ? Przecież czuję się znakomicie, przestała nawet boleć mnie głowa. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Nieco zmierzwione pióra, rozbiegany wzrok. Może rzeczywiście zemdlałem z nadmiaru pracy ? Jednak to by nie tłumaczyło mojego pozytywnego samopoczucia. Dziwne…
Jednym, sprawnym ruchem odkręciłem wodę, żeby przemyć twarz i nieco się ocucić. Włożyłem skrzydła pod strumień wody, gdy ta cofnęła się gwałtownie i opryskała sąsiednią ścianę. Odskoczyłem jak oparzony, o mało co nie dostając zawału.
– C-co to było ? – zapytałem, nie oczekując odpowiedzi. Czy to byłem ja ? A może miałem halucynacje i potrzebny był mi dobry lekarz psychiatra ?
Dopiero po chwili zdecydowałem się powtórnie podejść do zlewu. Zacisnąłem mocno powieki i ostrożnie podsunąłem skrzydło po kran. Wystraszyłem się nieco, gdy poczułem mokrą ciecz. Stałem tak jeszcze chwilę, patrząc jak woda leje się po moich skrzydłach.
– Żyjecie tam Kowalski ? – zapytał Skipper, a ja podskoczyłem w miejscu.
– T-tak Szefie, już wychodzę – odpowiedziałem i zakręciłem kurek.
Myślałem, że wszystko jest już w porządku i zdawało się, że mam rację. Pomimo tego i tak nie mogłem zasnąć w nocy…

C.D.N.

3 Komentarze

  1. Hmhmh, robi się coraz ciekawiej xD
    Kowalski i jakieś niewytłumaczalne naukowo zjawiska ??
    Może dostanę od niego obuchem w łeb, ale sądzę, że to nie jest przypadek.
    Ogólnie rozdział napisany bardzo poprawnie, znalazłam trzy drobne literówki, ale to zawsze można poprawić.
    Słowem, czekam na kontynuację.
    Pozq, Angie ;)

  2. Jezu, co dalej?! dlaczego musisz urywać w takich momentach?
    Kowalski stracił przytomność? biedny…
    No, ale co z tym jego eliksirem?
    Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością.
    Poleciłam twój blog u siebie, zapraszam: http://www.abc.atlant.pinger.pl

  3. :D ta paranoja Skippera ! :P
    Kowalski jest jakoś połączony z telewizorem ? A woda przed nim ucieka ? Może jest pod napięciem ? Na pewno ma to związek z tym serum młodości, ale co ma młodość do telewizora i wody !?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.